Niniejsza strona wykorzystuje tzw. ciasteczka (cookies), które są zapisywane na Twoim urządzeniu przez przeglądarkę internetową. Są one niezbędne do prawidłowego funkcjonowania strony. Jeżeli nie zgadzasz się na zapisywanie cookies, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki. W takim przypadku korzystanie z niniejszej witryny może być utrudnione. Więcej informacji znajdziesz tutaj

Blog finansowy Informacje i opinie na tematy związane z przedsiębiorczością

Tropem Arki Noego...

03-07-2012

 „(…) O 12 w nocy pobudka…Raki i czołówka. Zapatuleni zaczęliśmy się wdrapywać na szczyt w okrutnym wietrze…Około 4 nad ranem wykonałem pierwsze fotografie, co nie było łatwe w tak mroźnym wietrze (…)”- wywiad z Prezesem Novision- Mariuszem Stefanem

 

Tropem Arki Noego…

Wywiad z Prezesem Novision- Mariuszem Stefanem

 

Małgorzata Skórska: -Właśnie wrócił Pan z emocjonującej wyprawy. To nie pierwsza taka ekstremalna przygoda, bo przecież było też Kilimandżaro i Mont Blanc. Tym razem kolejne wyzwanie- ARARAT. Jakie wrażenia po wyprawie?

 

Prezes Novision, Mariusz Stefan:- Udało się. Weszliśmy na szczyt Araratu! Ponad 5 tysięcy m n.p.m. to wysokość, którą się bardzo mocno odczuwa. Wrażenia bardzo pozytywne. Z tych wysokogórskich wypraw to moja trzecia góra.

Sam Ararat faktycznie zrobił na mnie wrażenie, jednak większe wrażenie na mnie zrobili sami Kurdowie. Przyznam, że z jakąś niepewnością jechało się w tamte rejony, jednak byłem bardzo pozytywnie zaskoczony.

Na miejscu spotkałem się z niesamowitą gościnnością i życzliwością- naprawdę wspaniali ludzie. Co prawda wyglądają oni tak charakterystycznie, że Europejczyk nieprzygotowany do wyprawy może mieć mieszane uczucia, co do zawiązywania znajomości z miejscowymi Kurdami, ale mogę zapewnić, że to zrobiło na mnie niesamowite wrażenie.

Jeśli chodzi o zdobywanie góry to muszę podkreślić, że uczestniczyliśmy w tej wyprawie z pomocą kilku miejscowych osób, ludzi, którzy pokazywali nam jak dostać się na szczyt, bo przecież tam nie ma szlaków, nie ma mapy, nie ma wytyczonych tras- są jakieś ścieżki, po których pasterze gnają swoje stada owiec i krów. Niesamowite widoki, mijaliśmy konie, które sobie chodzą, gdzie im się podoba i ludzi mieszkających w tradycyjnych pasterskich namiotach. Po drodze i zewsząd spotykaliśmy się z ogromną życzliwością ze strony Kurdów.

Widziałem takie miejsce, gdzie już będąc na odpowiedniej wysokości (mam na uwadze 3500- 4000 tys m n.p.m.) patrząc w dolinę, z której wychodziliśmy, zapadł w mojej pamięci taki obraz- w kadrze kontrast soczystej zieleni, szczególnie po burzy, która przeszła nad nami. Kiedy powietrze stało się tak krystalicznie czyste i spoglądało się w dół doliny i widziało te łąki z wysokości i ten niesamowity kontrast zieleni- mam wrażenie, że chyba pierwsi malarze, którzy jakieś freski i święte obrazy malowali, to chyba musieli czerpać inspirację spoglądając właśnie w tą dolinę. Bajeczny obrazek. Dodam, że będąc na górze wyczuwa się jakieś mistyczne emocje. Ośmielę się powiedzieć, że miałem takie dziwne wrażenie, że może faktycznie gdzieś tam na górze znajduje się Arka Noego (śmiech)

- Czy flaga Novision zawisła na szczycie Araratu?

- Końcówka wyprawy nie była zbyt przyjemna, bo wiadomo, że zbliżanie się do 5 tys. m n.p.m. przychodzi z trudem. Na górze jest niskie ciśnienie i do tego ostry i zimny wiatr. To była prawdziwa walka z żywiołem. Szedłem w łapawicach i nie odważyłem się ich ściągnąć. Z trudem na szczycie udało się zrobić kilka zdjęć. Już w niższych partiach wyciągając do zdjęć flagę, porwał ją wiatr. Na szczęście udało nam się ją złapać, bo zatrzymała się na skale. Flaga jednak jest na zdjęciach. Z samego szczytu schodziliśmy bardzo szybko, bo był tak porywisty wiatr, że baliśmy się, że intensywne podmuchy porwą nas aż do samego Iranu (śmiech)

- Jak długo trwały przygotowania do wyprawy, bo przecież wymagało to wielkiego samozaparcia, determinacji, no i oczywiście kondycji. Jak długo musiał się Pan przygotowywać do wyprawy pod kątem kondycyjnym?

- Odpowiem tak, że albo całe życie, od kiedy chodzę w góry, albo w ogóle. Wygląda to tak, że do samej wyprawy jakoś specjalnie się nie przygotowywałem. Człowiek, który dużo i często chodzi po górach, ma sprzęt wysokogórski zawsze w stanie gotowości. Wystarczy tylko spakować plecak i można wyruszyć w drogę.

Jeżeli chodzi o sam wyjazd to wcześniej musiała zapaść decyzja, że chcemy iść w góry w odpowiednim gronie. Trzeba było znaleźć kogoś, kto będzie nam pomagał w organizacji całego przedsięwzięcia, czyli osobę, która już na miejscu była, zna górę i miejscowe obyczaje i wie co i z kim należy zorganizować.

Mnie bardzo pomogło to, że byłem już wcześniej w górach o podobnej wysokości- na Mont Blanc i druga wyprawa, czyli góra o podobnej wysokości, gdzie wcześniej mogłem się zmierzyć z tym, czego wcześniej nie znałem.

Potem druga wyprawa, tam pierwsze zdobyte doświadczenia i pokora.

Tutaj idąc już po raz trzeci i mając jakiś bagaż doświadczeń, było mi znacznie łatwiej, ale z tego względu, że mogłem już pewne sytuacje przewidzieć i odpowiednio się do nich przygotować w samym już ataku szczytowym.

-Kto był głównym organizatorem wyprawy? Novision w duecie ze swoim największym Partnerem- Towarzystwem Ubezpieczeniowym Skandia?

- Z reguły przy takich wyprawach inicjatorami jest jakaś tam zawzięta garstka fanów gór, którzy się znają i powstaje w ich głowach pewien pomysł. Często ten pomysł właśnie zaczyna kiełkować i organizuje się spotkanie. Tak jak w Novision- Novision Mountain Team, tak nasi Partnerzy chyba zainspirowali się tym, co jest u nas i postanowili stworzyć swój klub wysokogórski. Były propozycje, że może wyruszymy razem i trzeba było się zastanowić nad wyborem trasy. Tak naprawdę pomysł powstał w głowach może 3- 4 osób. Wybraliśmy cel- ARARAT. Pomysł zrodził się gdzieś na przełomie roku 2011-2012 i trzeba było tylko wybrać kogoś, kto się zna na organizacji wypraw wysokogórskich.

- Gdzie rozpoczęła się wyprawa i jakie były poszczególne etapy wyprawy?

- Pierwsza baza była w Warszawie. Lecieliśmy samolotem z Warszawy do Istambułu. W Istambule dotarła do nas pozostała część ekipy, bo nas się w końcu uzbierało 20 osób, gdzie dolecieli też do nas nasi koledzy i koleżanki z RPA Londynu i Berlina. Tam był taki punkt zborny i tam kolejnego dnia przesiedliśmy się wszyscy na kolejny samolot. Polecieliśmy do miejscowości Van, która już leży na terenie Kurdystanu. To było chyba najbliżej położone lotnisko, które już pozwoliło nam się przybliżyć do tego miejsca. Stamtąd dalej już zorganizowanymi busami, z naszym sprzętem (ponieważ mieliśmy trochę sprzętu ze sobą jak na taką wyprawę), worki transportowe plus plecak podręczny. Pojechaliśmy około 4 h w kierunku miejscowości Dogubayazit, po drodze z drobnymi postojami i oglądaniem terenu.

- A kolejny etap wyprawy?

- Wysokość około 1500- 1800m n.p.m. Dojechaliśmy na miejsce i tak naprawdę to tam była pierwsza baza o standardzie schroniska, w którym się zatrzymaliśmy. Mieliśmy tam czas na aklimatyzację, mogliśmy się zapoznać z terenem no i spokojnie zjeść posiłek na bogatej kurdyjskiej sali restauracyjnej z ludową muzyką kurdyjską. Znakomity klimat i przepiękne widoki.. Tam przywitała nas burza.

Następnego dnia przygotowując się do wyjścia w prawdziwe góry, zostawiliśmy część rzeczy, a zabierając tylko to co niezbędne, przemieszczaliśmy się busikami na wysokość około 2000 m n.p.m.

Druga baza- mieliśmy rozłożyć obóz na około 3000 m. n.p.m. Wygodnie było, bo na taką wysokość ciężkie bagaże i wodę wywiozły nam małe koniki.

W górach należy się spodziewać wszystkiego. Przyszła burza, spędziliśmy ją w namiotach u pasterzy, którzy żyją sobie na tych górskich polankach. Po drodze odpoczywaliśmy w namiocie, gdzie zostaliśmy poczęstowani kurdyjskim zwyczajem znakomitą miejscową herbatą.

Po odpoczynku poszliśmy wyżej. Trzeba było w deszczu i śniegu rozłożyć namioty…Naprawdę było ciężko i pojawiały się chwile zwątpienia...

 

Jak długo trwał atak szczytowy?


Tropcie- to niewiarygodne!!!

 

Już wkrótce kolejna relacja...



Komentarze




czytelnik 03-04-2013, 11:13
Wspinanie się po górach, zdobywanie szczytów to doskonałe w świecie biznesu! Ludzie Novision wiedzą jak zdobywać szczyty. Gratuluję!
misha 27-03-2013, 10:13
Łol gratuluję!!!!
Andy 20-07-2012, 12:36
Ciekawe :-)



Dodaj komentarz




* Nick:
* Komentarz:

Copyright 2009 | Forum i opinie o Przedsiębiorczości.