Niniejsza strona wykorzystuje tzw. ciasteczka (cookies), które są zapisywane na Twoim urządzeniu przez przeglądarkę internetową. Są one niezbędne do prawidłowego funkcjonowania strony. Jeżeli nie zgadzasz się na zapisywanie cookies, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki. W takim przypadku korzystanie z niniejszej witryny może być utrudnione. Więcej informacji znajdziesz tutaj

Blog finansowy Informacje i opinie na tematy związane z przedsiębiorczością

Krzysztof Trebunia-Tutka- rozmowa z liderem zespołu

21-01-2011

 

Wywiad z liderem zespołu Trebunie-Tutki

O tym, jak muzykująca od pokoleń rodzina z Białego Dunajca przechodziła ewolucję od kapeli góralskiej po zespół koncertujący na największych festiwalach Muzyki Świata będziecie mogli dowiedzieć się z wywiadu, jaki niedawno udało nam się przeprowadzić w Krakowie.

Warto wspomnieć, że zespół Trebunie-Tutki jako pierwszy w Polsce wielokrotnie znalazł się w pierwszej dziesiątce World Music Charts Europe.

Góralska rodzina współpracowała między innymi z jamajską grupą Twinkle Brothers, kirgijskim zespołem „Ordo Sakhma”, Adrianem Sherwoodem i z wieloma innymi artystami.

O eksperymentach muzycznych z reggae, rockiem, techno i jazzem, o nowym nurcie w muzyce- etno-techno i o własnym sukcesie opowie Krzysztof Trebunia- Tutka.

_____________________________________________

Zespół Trebunie- Tutki niedawno wrócił z Emiratów Arabskich. Jak góralska muzyka została odebrana przez kraje arabskie?

Na zaproszenie polskiej ambasady z Abu Dhabi, zagraliśmy pierwszy koncert dla Polaków przebywających tam na kontraktach, można powiedzieć dla elity technicznej, inżynierów, lekarzy. Bardzo miłe spotkanie z daleka od kraju.
Drugi - główny koncert odbył się w sali koncernu gazowo- naftowego, pełnej przepychu i bogactwa w samym centrum miasta. Na koncercie zjawiło się międzynarodowe towarzystwo, czyli Arabowie ubrani w swoje tradycyjne śnieżnobiałe stroje, kobiety arabskie – które oczywiście siedziały w ostatnich rzędach i uśmiechem sygnalizowały, że nasza muzyka im się podoba. Tych zakwefionych nie udało mi się rozszyfrować… Byli też Hindusi, Pakistańczycy, Egipcjanie. Było dla nas miłą niespodzianką, że ta międzynarodowa publiczność bardzo żywiołowo reagowała na nasze tańce.

Arabom przede wszystkim podobały się elementy oryginalne, np. nasz strój góralski. Największy aplauz wzbudziły dawne instrumenty, czyli koza, dudy podhalańskie - instrument bardzo podobny do tego, na którym grywają Arabowie, wszelkiego rodzaju fujarki, piszczałki, (które zainteresowały też Hindusów, proponujących nam współpracę muzyczną) i taniec góralski, który jest żywiołowy, a dominuje w nim mężczyzna. Podobnie, jak w kulturze arabskiej.

Jak zaczęła się Wasza przygoda z jamajskim zespołem i skąd pomysł na połączenie rytmów dwóch różnych kultur?

Z Jamajczykami poznaliśmy się 17 lat temu, kiedy przyjechali do Białego Dunajca i rozpoczęła się nasza wielka przygoda z kulturą rastafariańską, z muzyką reggae. Wcześniej zdarzało nam się grać z Baskami, Holendrami, Szwedami i zawsze były to ciekawe spotkania muzyczne, ale nie zaowocowały wtedy żadną płytą, żadnym szerszym projektem scenicznym. Natomiast w wypadku spotkania z Jamajczykami, założeniem było zderzenie odległych i egzotycznych dla siebie kultur. Równocześnie okazało się, że właśnie w tym kontraście te dwa kierunki się bardzo ciekawie dopełniają. Muzyka góralska jest zamkniętą, wypracowaną przez pokolenia formą artystyczną. Sami górale uważają, że jest najpiękniejsza na świecie i nie potrzebuje dodawania czegokolwiek. Stąd po pierwszych nagraniach spotkaliśmy się z falą ogromnej krytyki- pojawiały się pytania -po co takie wspólne muzykowanie?

No właśnie- po co taki eksperyment?

Rzeczywiście był to eksperyment, ale myślę, że artystycznie udany. Czas pokazał, że obronił się i wbrew obawom wielbicieli tradycji, (którymi również jesteśmy, jako góralska rodzina Trebuniów- Tutków), wbrew obawom etnomuzykologów z góralszczyzną nic złego się nie stało. To co, obecnie dzieje się złego na Podhalu w dziedzinie kultury nie ma z tym nic wspólnego. Sukces pierwszych płyt z Jamajczykami rzeczywiście był czymś wyjątkowym, bo polskim zespołom rzadko udaje się osiągnąć jakieś dobre notowania na zachodzie Europy. Polskie zespoły wtedy i dzisiaj spotykają się z ogromną konkurencją kultur z całego świata, różnych gatunków muzycznych i naprawdę nie jest to łatwe. A nam się udało.

Pierwsza płyta „Higher Heights” nagrana z Twinkle Brothers była trzecią Płytą Miesiąca Marca 1993 r. w Wielkiej Brytanii. Zamierzenie wysłania w świat muzyki góralskiej, zapakowanej w muzykę reggae, powiodło się i z tych dwóch egzotycznych rodzajów muzyki powstała nowa jakość, co zaciekawiło wielu odbiorców.

Kolejna płyta „Come– Back Twinkle to Trebunia Family” została uznana wydarzeniem targów berlińskich Act of the Year 94 roku i znalazła się na liście 20 albumów w Kanadzie. W taki sposób zainteresowali się nami organizatorzy festiwali europejskich Muzyki Świata, czyli World Music.

Trebunia Family, w Polsce zespół znany jako rodzina Trebuniów- Tutków, czyli góralska, muzykująca rodzina, która grała na festiwalach folklorystycznych, wcześniej wspierała wiele zespołów podhalańskich i sprawiało nam to ogromną przyjemność.

Zaczęły się pojawiać pierwsze koncerty i tak dojrzałem do stworzenia profesjonalnego zespołu- „Trebunie- Tutki”. Trochę kosztem mojego pierwszego zawodu- architekta, zacząłem jeszcze więcej i szerzej zajmować się muzyką. Robiłem to i nadal robię z wielką przyjemnością.

Okazało się, że sukces projektu zespołu Trebunie-Tutki i Twinkle Brothers trwa, mimo mijających lat. I tak, po 17 latach postanowiliśmy nagrać kolejną wspólną płytę, na którą wszyscy czekali, z nowym spojrzeniem na naszą twórczość. Płyta „Songs of Glory/Pieśni Chwały” to nowe kompozycje, moje i Normana Granta. Zupełnie autorska propozycja, niepowtarzalna, a równocześnie mająca siłę poprzednich projektów. Dalej jest ta kołysząca, pozytywnie nastrajająca muzyka reggae, optymistyczna i bardzo energetyczna, i emocjonalnie wykonana Nowa Muzyka Góralska - moja własna twórczość, która jest przedłużeniem tej tradycyjnej, jej naturalną kontynuacją, pokazującą także drogę rozwoju tej muzyki.

Z jednej strony tradycja góralska, a z drugiej awangardowe rytmy. Do kogo staracie się trafić w tym muzycznym dialogu? Po nagraniu płyty z jamajskim zespołem dla wielu osób okazało się to ciekawym połączeniem i zapewne nowe kompozycje przyciągnęły nie tylko fanów muzyki góralskiej, ale i reggae…

Na pewno dzięki wspólnemu projektowi z Twinkle Brothers, ten krąg odbiorców znacznie się poszerzył. Chodziło przecież o to, aby poprzez taki eksperyment muzyczny zainteresować ludzi polską kulturą tradycyjną, w tym wypadku góralską. I udało się to o tyle, że za granicą dostrzeżono bogate tradycje ciągle żywej polskiej muzyki ludowej. Muzyka góralska stała się synonimem polskiej muzyki i choć to nie do końca prawda, to my -jako górale -jesteśmy z tego zadowoleni. Obserwujemy od lat, że ludzie poprzez nasze projekty z Jamajczykami, projekt Etno-techno, Podniesienie, docierają do tradycyjnej muzyki góralskiej i dostrzegają, że jest ona godna zainteresowania, pomimo, że funkcjonuje już w nieco innym kontekście niż kiedyś. Podhale jest jedynym regionem gdzie jeszcze w życiu codziennym, a właściwie odświętnym można usłyszeć tę muzykę.

Czy zespół Trebunie-Tutki w najbliższym czasie planuje nagranie kolejnej płyty z jamajskim zespołem Twinkle Brothers? Wcześniej płyta nagrana w hołdzie Tischnerowi w duecie z zespołem Voo-Voo otrzymała status Złotej Płyty. Zespół osiągnął duży sukces. Ostatnia płyta „Pieśni Chwały” również jest już Złotą Płytą.

Płyta dalej cieszy się zainteresowaniem. Przede wszystkim wspólnie koncertujemy, zarówno w Polsce jak i za granicą, m.in. w Londynie, Dublinie i Belfaście, a wkrótce w Paryżu.

Zespół Trebunie-Tutki ma wiele projektów artystycznych równie ciekawych, jak choćby projekt „Tischner”, zespołów Trebunie-Tutki i Voo Voo- nutki, nagrany w hołdzie Tischnerowi. To z kolei zainspirowało nas do programu, który powstał kilkanaście miesięcy temu. Wychodząc od bardzo bliskiego góralom nauczania Jana Pawła II, wymyśliłem nowy program- „Nuty Wielkiego Pasterza”- tego największego z górali, największego z Polaków. Powstał program w hołdzie Janowi Pawłowi II Wielkiemu. Koncertując z tym programem znowu spotkaliśmy się z wielkim zainteresowaniem, z bardzo dobrym przyjęciem. Ludzie są wzruszeni wspomnieniami, a równocześnie jest to program bardzo radosny, z wieloma anegdotami z życia Jana Pawła II, w duchu prawdziwego humoru góralskiego.
Najbliższe plany to koncert i rejestracja płyty na żywo z gośćmi- przede wszystkim z Warszawskim Chórem Międzyuczelnianym z kościoła św Anny i z naszymi przyjaciółmi jazzmanami, z którymi współpracujemy już wiele lat. Myślę, że będzie to wielkie wydarzenie, a na pewno pierwsza płyta zupełnie live. Już dziś nasi fani na nią czekają.

Z wykształcenia architekt, dodatkowo muzyk, konferansjer, nauczyciel muzyki i tańca góralskiego, poeta, kompozytor. Czy czuje się Pan bardziej architektem, czy muzykiem?

Tak się stało, że w ostatnich latach nieco więcej czasu poświęcam muzyce niż architekturze. Myślę, że moje pasje są równorzędne, równie ważne i że sobie nie przeczą. We wszystkich dziedzinach sztuki robię to samo. Tworzę nową architekturę i nową muzykę z inspiracji tradycyjną kulturą góralską. To źródło inspiracji jest tak bogate, że nigdy nie wysycha, a równocześnie jest wielkim wyzwaniem To tworzenie czegoś, co nie będzie tracić wartości pierwowzoru, a równocześnie będzie niepowtarzalne, awangardowe. W związku z poważnymi zaniedbaniami edukacyjnymi w zakresie kultury w Polsce, często artyści są zmuszeni bronić swoich dzieł, tłumaczyć je i wyjaśniać, czasem też tego doświadczam…
W zakresie architektury jest o wiele łatwiej, bo nikogo nie dziwi wspaniała drewniana willa, nasycona zdobyczami najnowocześniejszej techniki, zautomatyzowana. Większość ludzi spontanicznie docenia takie dzieło. W przypadku muzyki jest nieco trudniej. Często ludzie nie są przygotowani na odbiór dzieła muzycznego inspirowanego tradycją, brakuje im spontaniczności i pierwotnych emocji, właściwym ludom południa albo dzieciom, niezależnie od szerokości geograficznej. Gdy na koncertach udaje nam się zarazić energią taką ”zablokowaną” publiczność, to jest prawdziwy sukces.

Można powiedzieć, że pasja w tym przypadku spełnia się obustronnie, bo z jednej strony architektura, a z drugiej muzyka, która napędza jakby cały ten mechanizm życiowy, ponieważ nikt chyba tak naprawdę nie mógłby sobie wyobrazić życia bez muzyki.
W którym momencie narodziła się taka myśl, że pasja może stać się pracą i równocześnie sposobem na osiągnięcie niezależności finansowej?

Tak stało się spontanicznie. Studiując architekturę wiedziałem, że to będzie mój główny zawód, a muzyka – mimo ogromnej pasji- raczej hobby. Życie pokazało, że miłość do muzyki zwyciężyła, że stała się jakby drugim zawodem. I choć nie porzuciłem nigdy architektury dla muzyki, to muzyka daje wielką radość, daje jakiś wyjątkowy przypływ adrenaliny. Czasami po wyczerpującej trasie koncertowej mam ogromną ochotę zająć się wyłącznie projektowaniem, wyciszyć, posłuchać ulubionej muzyki klasycznej, oderwać się od tego co działo się na koncertach. Potem znów zaczynam tęsknić do atmosfery koncertów, projektów artystycznych, scenicznych, współpracy z muzykami, spotkań z publicznością.

Czy artysta- rodowity góral myśli o swojej niezależności finansowej?

Sukcesem jest, jeżeli pasja i przyjemność tworzenia przynosi również dochody, które pozwalają spokojnie żyć. Tworząc muzykę i architekturę nigdy nie myślę o pieniądzach. Czasami powstają projekty muzyczne gdzie sukces komercyjny jest raczej mało prawdopodobny i nie jest celem samym w sobie. Przynoszą one zupełnie niewymierną, nieprzeliczalną na pieniądze radość, satysfakcję z własnej twórczości. Ale, aby nie popadać w fałszywy idealizm- gdy zarabiam pieniądze na tym, co kocham, gram dla ludzi, którzy kupują bilety na koncert, kupują płyty, jest to ogromnym komfortem. Myślę jednak, że kluczem do sukcesu artystycznego i równocześnie finansowego, jest nie myślenie o pieniądzach. Kiedy pieniądze są na pierwszym miejscu, może zdarzyć się jakiś fałsz artystyczny i zbyt wielki kompromis, zakłócający całą radość twórczego działania. Obserwujemy to w niektórych nieudanych artystycznie projektach, narzucanych przez koncerny fonograficzne. Myślę, że to jest prawdziwym sukcesem zarówno moim, jak i również całego zespołu „Trebunie-Tutki”, że nie sprzedaliśmy swojego wizerunku i twórczości. Niszowa muzyka, nie będąca w mainstreamie, również może zapewnić środki na spokojne życie i tworzenie dalszych projektów. Czuję się usatysfakcjonowany swoją twórczością i spełniony pod kątem finansowym, bo umiem cieszyć się tym, co mam.

Niektórzy twierdzą, że pasja nie może stać się sposobem na życie…

To pokazują wielkie sukcesy takich ludzi, jak choćby twórca Facebooka. Ludzi, którzy najpierw traktowali coś jako zabawę, jako hobby, a później stało się ich pasją, może nawet pochłaniającą bez reszty obsesją. Potem, jakby przy okazji, przychodzi sukces komercyjny, finansowy. Na pewno nie warto rezygnować ze swoich pasji i marzeń, jeżeli nawet brakuje nam odwagi na ich całkowitą realizację. Jestem przekonany, że wcześniej czy później konsekwencja się opłaci, również w sensie dosłownym. Najważniejsze to znaleźć swoją drogę,

Czy lider zespołu „Trebunie-Tutki” czuje, że jest człowiekiem sukcesu?

Nigdy nie myślę o sobie jako o człowieku sukcesu, raczej jestem szczęśliwy, że udało mi się z moich różnych pasji uczynić zawód. Chociaż wydaje się to nam takie banalne, to chyba taka jest recepta na sukces, aby właśnie odnaleźć w sobie to, co lubi się robić najbardziej. Dobrze jeśli to jest w jakiś sposób twórcze, jeżeli nasza postawa jest kreatywna. Nie można zachowywać się biernie, przez cały czas powinien nas pochłaniać proces tworzenia. W tym dążeniu do celu bardzo ważną rolę odgrywa otoczenie, w jakim przebywamy, czyli rodzina i przyjaciele, którzy nas wspierają i podzielają nasze pasje. W moim przypadku jest to moja żona, która równocześnie jest moim menagerem i dzieci, które już występują jako „Małe Trebunie-Tutki”.

Czy według Pana artyści, muzycy mają nawyk oszczędzania pieniędzy?

Wydaje mi się, że artyści z natury są marzycielami i „bujając w obłokach” niechętnie zajmują się dbaniem o swoje finanse. Znam z literatury historie słynnych artystów, borykających się z kłopotami finansowymi jakby na własne życzenie, bo nie umieli swoich pieniędzy ulokować bezpiecznie, padali ofiarą nieuczciwych doradców. Niestety, nawet najbardziej „zakręcony” artysta, a może zwłaszcza on, powinien zachować minimum rozsądku. Często można trafić na ludzi, którzy żerują na artystach, na ich ignorancji w zakresie finansów. Trzeba być ostrożnym i myślę, że trzeba to czynić z taką myślą, że właśnie ta stabilność finansowa pozwoli nam tworzyć prawdziwą sztukę…

Która z płyt jest dla Pana najważniejsza i który z momentów twórczych odegrał najbardziej istotną rolę w karierze muzycznej?

Czuję, że ciągle rozwijam się jako muzyk. Dotąd pochłaniała mnie najnowsza płyta „Songs of Glory/Pieśni Chwały”, wyrastająca z poprzednich doświadczeń. Równocześnie w ciągu całej swojej działalności artystycznej, wśród tych 29 albumów były takie kamienie milowe. Wielki sentyment mam do pierwszej swojej płyty z muzyką tradycyjną - „Żywot Janicka Zbójnika” nagrany jeszcze jako kapela Krzysztofa Trebuni-Tutki, potem oczywiście pierwsza płyta z Jamajczykami- „Higher Heights”, płyta „Trebunie –Tutki w Sherwood”, bardzo ważna, nagrana z Adrianem Sherwoodem - największy sukces międzynarodowy Trebuniów, czyli płyta 10.lecia. listy Muzyki Świata Europejskiej Unii Radiowej. Mam nadzieję, że taką bardzo ważną płytą stanie się moje ostatnie „dziecko” - album „Nuty Wielkiego Pasterza”, który zamierzamy wkrótce nagrać…

 

           

 

Dziękuję za rozmowę.

 

Rozmawiała: Małgorzata Skórska
 



Komentarze




Firms 29-08-2011, 14:27
Bardzo ciekawy wywiad ;)
Zaurocony 15-02-2011, 11:27
Hej ! Jes tys to Świonto Prowda !



Dodaj komentarz




* Nick:
* Komentarz:

Copyright 2009 | Forum i opinie o Przedsiębiorczości.