Niniejsza strona wykorzystuje tzw. ciasteczka (cookies), które są zapisywane na Twoim urządzeniu przez przeglądarkę internetową. Są one niezbędne do prawidłowego funkcjonowania strony. Jeżeli nie zgadzasz się na zapisywanie cookies, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki. W takim przypadku korzystanie z niniejszej witryny może być utrudnione. Więcej informacji znajdziesz tutaj

Blog finansowy Informacje i opinie na tematy związane z przedsiębiorczością

Czy warto być ponad chmurami?

02-09-2010

Tatry, 12 i 13 czerwca A.D. 2010

        Jak ci się zdaje, czy warto być ponad chmurami?
 

   Chcesz. Przygotowujesz swój ekwipunek. Bierzesz wszystko co jest
ci potrzebne. Gdy jesteś odpowiedzialny zabierasz ze sobą również to, czego
masz nadzieję nigdy nie użyć i oby nigdy się nie przydało. To tak na wszelki
wypadek. Zakładasz ciężkie buty. Niesiesz to wszystko na własnych plecach przez
jakiś ciemny las. Bolą nogi, ramiona, kręgosłup. Tętno masz takie, którego
medycyna jeszcze nie zdiagnozowała. Tracisz litry potu wraz z użytymi przed
chwilą kosmetykami. Zastanawiasz się co tu u licha robisz? Czy to jakaś kara,
pokuta czy może jedynie brak rozsądku. Przecież to strasznie daleko od strefy
komfortu, od wygodnego fotela, pilota, „świętego spokoju” i niedzielnego obiadu
z teściową.
Idziesz. Jesteś ambitny więc wystartowałeś ze schroniska niczym Robert
Kubica. Jest dobrze. Przy pierwszym podejściu mówisz sobie: będzie trudno
ale dam radę. Kawałek dalej jest ciężej więc zastanawiasz się czy nie
zrezygnować. Po następnym kwadransie znajdujesz już usprawiedliwienia
tej strasznej rzeczy, którą chcesz zrobić za chwilę. Przecież każdy kto spojrzy
na twoją tuszę uwierzy, że masz kłopoty z sercem, nie możesz się przemęczać
i dlatego wracasz na dół. Z wielkim trudem stawiasz krok za krokiem. Zaczynają
boleć kolana a mięśnie dygoczą jak osika. Pot zalewa ci okulary. Krótkie postoje
na złapanie oddechu następują już nie co pół godziny czy kwadrans lecz co 100,
50, 10 metrów. Po jasną cholerę tutaj przyszedłem. Oni tak. Oni są młodzi,
wysportowani, maja kondycję i zdrowie, ale ja? Ja się do tego nie nadaję. Chcesz
odpuścić, zostać, zawrócić, zamówić helikopter albo jeszcze lepiej rzucić
się w przepaść, z godnością kończąc to wszystko raz na zawsze.
Więc po co to robisz?
 

                      Fotografia.

   Pogięta, bajecznie krzywa, smagana na przemian wiatrem, słońcem
i burzami, przygniatana od wieków śniegiem i lodem, kosodrzewina. Pod ogromnym
głazem o nieregularnych, muskularnych, wręcz atletycznych kształtach,
uświadamiających każdemu niewyobrażalną potęgę Tatr i konieczny wobec nich
respekt, bije źródełko o krystalicznej i lodowatoorzeźwiającej wodzie, dające
początek strumykowi wijącemu się pomiędzy drzewami i spadającemu z hukiem
w dół by razem z Dunajcem i Wisłą dopłynąć do Bałtyku. Chłód strumienia
zaprasza każdą roślinkę, dziką zwierzynę i zdrożonego wędrowca do chwili
wytchnienia. W oddali nagie turnie okraszone jeszcze to tu to tam łatami śniegu.
Pod stopami, w wielu kolorach i odcieniach, kamienie z jednej strony łagodne, swą
gładzią miękkie, z drugiej jak brzytwa ostre i niebezpieczne. Są zielone,
bladoróżowe, fioletowe, mleczno szkliste i aksamitnie szare. Bywają bardzo stare
spękane czasem i te jak gdyby nowonarodzone, figlarnie mrugające do ciebie
metalicznym oczkiem. Dookoła, jak co roku, odradzająca z taką samą siłą,
suchozielona trawa i wielobarwne, uśmiechające się do ciebie malutkie kwiatuszki.
Opodal gołąb siedzący na półkolistej, odartej z kory gałązce w chwili odpoczynku,
przed dalszym etapem swojej podróży, patrzący z zaciekawieniem w twoje oczy
maleńką główką, któremu wtórują swym dźwięcznym świergotem jego kuzyni.
Z nieba leniwie wylewa się słońce przedzierając się z łatwością przez z rzadka
rozsiane chmury, które na Klimkową nutę, zdają się prowadzić jakiś mistyczny
taniec, w którym bez trudu odnajdujesz walkę, zaloty, miłość, gniew, odwagę,
furię i piękno. Mógłbyś wpatrywać się w ich wspaniały spektakl bez końca.
Zamknij oczy i wyobraź sobie jak właśnie tam, na skraju strumyczka spogląda
na ciebie drobny listek zwinięty na kształt parasola, w środku, którego znajduje
się pięciokaratowy diament utworzony z kilku kropel wody, okolony wianuszkiem
perełek porannej rosy. W tym wszystkim jesteś ty. Przed chwilą miałeś ochotę
umrzeć a teraz stoisz oniemiały ze szczęścia i chcesz aby to nigdy się nie
skończyło.
 

                      Inspiracja.
 

   To jeszcze nie koniec twojej podróży. Mozolisz się więc dalej. Znowu
brakuje ci sił. Oddech zaczyna być krótki. Organizm łaknie tlenu jak wyrzucona
na brzeg ryba. Na powrót znajdujesz setki powodów, dla których powinieneś
zarządzić odwrót. Jednak o kilka kroków przed tobą znajduje się twoja
Inspiracja, która co chwilę zadaje ci doskonałe pytania: co stamtąd widzisz?;
jak ci się podoba w miejscu, w którym teraz jesteś?; czy nie uważasz, że gdy
wyjdziesz jaszcze kawałek wyżej to zobaczysz coś nowego, ładniejszego,
bardziej ekscytującego? Ufasz swojej Inspiracji więc idziesz dalej i w końcu
dochodzisz do celu, który założyłeś.
Jesteś na miejscu. Tu gdzie niepodzielnie królują orły i dokąd docierają
tylko nieliczni. Zdobyłeś to co chciałeś. Widok, którego doświadczasz gra
na twoich najczulszych strunach, zamieniając krople potu na łzy szczęścia.
Ty powoli zaczynasz uświadamiać sobie, że to czego doznałeś do tej pory było
jedynie wstępem, swoistym preludium, taką drobną nagrodą za dotychczasową
wytrwałość.
 

                      Przemyślenia
 

   Po chwili odpoczynku i uspokojeniu rozkołysanego jak Dzwon Zygmunta
serca, rozglądasz się dookoła i widzisz, że … to dopiero przełęcz, że to dopiero
początek. Obok następny szczyt do zdobycia, z którego z pewnością widać więcej
i dalej. Z wolna dochodzi do ciebie, że po Tatrach przyjdzie czas na Alpy,
Himalaje i pewnie coś więcej. Jesteś ambitny i stale się rozwijasz więc wiesz,
że musisz krok po kroku, systematycznie zdobywać doświadczenie aby nie
przerosły cię cele i zadania, które przed sobą stawiasz. Wiesz jednak,
że jesteś na właściwej drodze a chwile radości, które właśnie przeżywasz są tego
potwierdzeniem. Wiesz również, że możesz pragnąć, że masz do tego prawo,
i że na pewno dasz radę. Wiesz, że pokonując swoje słabości i swoje przekonania
na temat swoich ograniczeń odradzasz się i wzrastasz na nowo. Granicą jest
tylko twoja wyobraźnia.
 

                      Skarby.
 

   Kamyczek znad potoczka i jedna fotografia w głowie malowana.

                      Odniesienie do biznesu.
  

   Czy widzisz tu pewną analogię? Ja widzę ją nader wyraźnie. Gdybym
„poległ” po drodze, gdybym działał „racjonalnie” tłumacząc sobie i wszystkim,
że to może nie ma sensu, że to zbyt duży wysiłek, gdybym nie zaufał ludziom,
którzy osiągnęli więcej ode mnie w naszej branży to nie otrzymałbym największej
nagrody. Nie miałbym wówczas szansy na kolejne, jeszcze większe i jeszcze
wspanialsze doznania i możliwości. A jeśli ktoś podałby mi ją nawet na tacy,
to bez wiary we własne siły i własne możliwości odrzuciłbym ją w przedbiegach.
    Więc jak ci się zdaje, czy warto być ponad chmurami?
 

   Dedykuję Ninie Olszewskiej z Poznania, która wówczas była moją Inspiracją, dzięki której
uwierzyłem w siebie, pokonałem własne słabości i zobaczyłem bramy nieba, jeszcze dzień
wcześniej będąc w pełni przekonany, że nie jest to możliwe.
Żałuję, że wiele osób nigdy tego nie doświadczy, ale pewnie tak ma być.
Dziękuję wszystkim przyjaciołom, którzy tam i wtedy we mnie wierzyli i dodawali
mi otuchy.
Dziękuję Panu Bogu.
 

Piotr Patyna



Komentarze




Anna Binek www.gwiezdnesufity.pl 23-03-2012, 19:06
"....pokonując swoje słabości i swoje przekonania
na temat swoich ograniczeń odradzasz się i wzrastasz na nowo" to cenne słowa. Szkoda, że takich rzeczy nie uczą w szkole. Każdy powinien to usłyszeć, przemyśleć i...podjąć decyzję. Nasze ograniczenia są wyłącznie naszymi myślami, które nas tyko osłabiają.

Piękne teksty motywacyjne ;)



Dodaj komentarz




* Nick:
* Komentarz:

Copyright 2009 | Forum i opinie o Przedsiębiorczości.