Niniejsza strona wykorzystuje tzw. ciasteczka (cookies), które są zapisywane na Twoim urządzeniu przez przeglądarkę internetową. Są one niezbędne do prawidłowego funkcjonowania strony. Jeżeli nie zgadzasz się na zapisywanie cookies, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki. W takim przypadku korzystanie z niniejszej witryny może być utrudnione. Więcej informacji znajdziesz tutaj

Blog finansowy Informacje i opinie na tematy związane z przedsiębiorczością

Tropem Arki Noego...(2)

03-08-2012

 „(…)Wyjście na szczyt zajęło nam około 8 godzin. Choć wydawało się, że byliśmy już tak blisko... Pierwszy pagórek, za którym wydaje się, że już widzimy tą grań szczytową, a tam jeszcze kolejne wzniesienie (…)”- ciąg dalszy rozmowy z Prezesem Novision- Mariuszem Stefanem


Tropem Arki Noego…


___________________________________


Jak długo trwał atak szczytowy?

 

Prezes Novision, Mariusz Stefan: -Sam atak szczytowy, od drugiej bazy, zajął nam około 8 godzin. Znaleźliśmy się na wysokości około 3 tys. m n.p.m. Z daleka rozpościerała się piękna panorama na szczyt Araratu. Pogoda do końca nie była przewidywalna, bo poprzedniego dnia nic nie wskazywało na to, że może się tak załamać. Spokojnie obserwowaliśmy teren i patrzyliśmy na to, co się dzieje na górze. Przez cały czas wiał porywisty wiatr i padał śnieg.

Zapadła decyzja, że udajemy się na spoczynek i czekamy na poprawę pogody (głównie chodziło o to, aby nie było opadów śniegu), a później o 12 w nocy pobudka i w dwóch grupach wyruszamy na podbój szczytu.

Zdecydowano, kto wychodzi w pierwszej grupie. Osoby, które źle się czuły na tej wysokości już z nami nie wychodziły.

Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego?


- Tak, na tej wysokości, albo wychodzi cała grupa, a jak ktoś się po drodze źle poczuje, to również wszyscy schodzimy razem.

Podzieliliśmy się na dwie grupy, które wychodziły w różnicy około pół godziny.
Wychodziłem około godziny 1 w nocy, po ciemku, z czołówką.

Niska temperatura, przejrzyste niebo, jasno świecące gwiazdy i księżyc, który po dwóch godzinach pokazał się w fazie nowiu, a do tego porywisty wiatr, który wiał chyba z prędkością 15o km/h.
Wiatr wzmagał poczucie zimna. Około godziny 4 nad ranem minimalnie zaczęło się przejaśniać.

8 godzin zajęło nam wyjście. Choć wydawało się, że byliśmy już tak blisko. Pierwszy pagórek, za którym wydaje się, że już widzimy tą grań szczytową, a tam jeszcze kolejne wzniesienie, więc w nadziei, że to już za tą górą nasz cel. Człowiek wychodzi i patrzy, a tam jeszcze trzecie wzniesienie. W takiej sytuacji motywacja trochę słabnie.

Dreptaliśmy krok po kroku, wyżej i wyżej…

- Coraz częściej trzeba było się zatrzymywać, żeby wyrównać oddech. Na takiej wysokości odczuwa się niskie ciśnienie i w powietrzu zmniejszoną zawartość tlenu.
Czy w trakcie wdrapywania się na szczyt pojawiły się jakieś chwile zwątpienia?


- Dla mnie celem było zdobycie szczytu i tak, żeby nie stracić do końca sił, bo trzeba było jeszcze jakoś z tej góry zejść. Swoim rytmem kroczyłem powoli odliczając kroki i zatrzymując się na jakiś czas. I tak, aż do samej góry. Słowa nie są w stanie oddać tego, co człowiek tak naprawdę czuje będąc tam na górze. Przepiękny widok z góry, jak ze skrzydeł samolotu! Oczywiście te wątpliwości w trakcie wędrówki również się pojawiały. Jednak jak człowiek popatrzy na szczyt góry i coraz bardziej zbliża się do niego, to wtedy ogarnia go taki zastrzyk energii i czuje, że jest coraz bliżej celu.

Cała ekipa znalazła się na szczycie?


- Około 5 osób znalazło się na szczycie, bo przy wchodzeniu i schodzeniu z góry grupy się podzieliły i nie wyszliśmy całą ekipą na szczyt równocześnie. Krótki pobyt na Araracie, kilka zdjęć, no i szybko schodziliśmy na dół, bo trzeba było pokonać jeszcze kawałek drogi. Na wierzchołku był porywisty wiatr. Nasza ekipa miała ogromne szczęście, bo nie zawsze trafia się taka pogoda. Na samej górze naprawdę było bardzo słonecznie i do tego ta panorama zapierająca dech w piersiach. Mogło być znacznie gorzej, więc ten wiatr, chociaż był tak uciążliwy, to powiem, że był niczym w porównaniu z tym, co by się mogło wydarzyć na samym szczycie, gdyby zastała nas tam inna aura.

Samo zejście już było znacznie łatwiejsze, ale trzeba było też uważać, gdzie się stawia nogę, aby się nie potknąć i nie zjechać po lodowcu za daleko.
Choć było stromo i niebezpiecznie, to jednak szczęśliwi i zadowoleni, w miękkim śniegu, zjechaliśmy praktycznie jęzorem lodowcowym, aż do samej bazy, równocześnie modląc się po drodze, by nie nadziać się na skałę.

Kiedy już dotarliśmy w komplecie do obozu, podjęto decyzję o szybkim zejściu, praktycznie jeszcze tego samego dnia. W przeciągu godziny złożyliśmy cały obóz i załadowaliśmy worki na konie. Żwawo schodziliśmy do kolejnej bazy. Stamtąd busiki zawiozły nas do pierwszego obozu, w którym razem z kurdyjskimi przyjaciółmi świętowaliśmy i cieszyliśmy się naszym sukcesem.

Co było dla Pana takim najtrudniejszym etapem w całej wyprawie?


- Najtrudniejsze to było takie ostatnie pokonanie tej różnicy 200 metrów wysokości. Od 4800 m n.p.m. do 5 tysięcy powyżej, to był trudny okres i mocne momenty zawahania, o których wspominałem już wcześniej, a także pojawiające się pytania, które człowiek sam sobie zadaje. Porównałbym to do takiego dziwnego stanu, to co ja odczuwałem na tej wysokości, to to, że wtedy wszystkie zbędne funkcje organizmu zostały wyłączone, a cała reszta ograniczyła się tylko do funkcji oddychania, bicia serca, wspinania się i patrzenia przed siebie.
Myślę, że z takim dziwnym stanem mamy do czynienia na co dzień, w wielu różnych dziedzinach naszego życia. Nawet jeśli człowiek nie znajduje się na takiej wysokości jak w górach, tylko stąpając po ziemi, wielokrotnie boryka się z trudnościami dnia codziennego i nagle się poddaje, bo nie widzi szczytu i wtedy przychodzi zwątpienie. Tak samo jak w biznesie i w kontaktach międzyludzkich- człowiek często poddaje się przed samym celem, bo zaczynają go dopadać różne negatywne myśli. A przecież ważne jest to, aby wytrwać w tym, co się postanowiło i iść do przodu.

„Z nami osiągniesz szczyty”

-Czy biznes, nazwijmy to, „uprawianie biznesu”, można porównać do etapu wysokogórskiej wspinaczki? Jak to wszystko przekłada się na sferę biznesu?


- Powiem, że to jest bardzo podobne. Jeśli porównamy sport w jakiejkolwiek dziedzinie z biznesem, czy nawet ze zwyczajnym życiem, to dostrzegamy tu bardzo wiele wspólnych cech. Przede wszystkim musisz wiedzieć dokąd zmierzasz. Jeśli ktoś udaje się w góry, to najpierw musi mieć konkretny cel, a później powstaje droga. Musisz zadać sobie pytanie- dokąd idę i po co tam idę?
W biznesie jest dokładnie tak samo, bo musisz wiedzieć dokąd tak naprawdę zmierzasz. Jeśli nie wiesz dokąd idziesz, to tak naprawdę nigdy tam nie dojdziesz.
Tak samo każdy, kto rozpoczyna współpracę z Novision, wcześniej powinien zadać sobie pytanie- dokąd zmierza, po co on tu przyszedł i jakie chce osiągnąć cele? Nie zawsze to jest łatwe, jednak musimy podjąć decyzję i wybrać odpowiednią górę i konkretny cel, bo nie da się iść trzema drogami równocześnie. W tym samym czasie nie można zrealizować wielu celów. Dlatego tak ważne jest to, by postawić sobie jeden konkretny CEL

-„Steruje” Pan dużą firmą finansową, która cieszy się już wieloletnim uznaniem w naszym kraju. Novision uczy biznesu już od początku lat 90. Czy Pana pasja ma jakiś bezpośredni wpływ na pracę, czyli zarządzanie firmą Novision?


- W tym momencie może odniosę się do słowa „steruje”, które zamieniłbym na inne- my, jako duża Organizacja razem współtworzymy ten biznes. To, co robimy, to efekt wspólnej pracy. Tworząc ten biznes każdy do niego wnosi coś, co stanowi niepowtarzalną siłę organizacji. To, co robimy wspólnie, to jest efektem pracy nas wszystkich, poczynając od dyrektorów generalnych, aż do każdej poszczególnej osoby, która przyczyniła się do rozwoju firmy, bo każdy ma na nią wpływ i niewielu zdaje sobie z tego sprawę.
Jeśli chodzi o pasję, to jak najbardziej podoba mi się powiedzenie, które tak często jest powtarzane- „Pokochaj to, co robisz, a nie będziesz musiał ani dnia dłużej w życiu pracować”. Cokolwiek pod tym pojęciem rozumiemy, to na pewno wszystko się sprowadza do tego, żeby robić w życiu to, co jest zgodne z naszymi zainteresowaniami.

-Co najbardziej utkwiło w Pana pamięci po wyprawie- do jakich obrazków będzie Pan wracał myśląc o Araracie?


- Na pewno bardzo ważne i to z czego ogromnie się cieszę jest to, że udało nam się stworzyć naprawdę doskonały zespół. To jest bardzo istotne, by współpracować w odpowiednim zespole ludzi, którzy nawzajem siebie wspomagają, którzy doskonale się rozumieją i mają wspólny cel. I my naprawdę tworzyliśmy taki zgrany zespół. Oczywiście ten zespół może nie był przypadkowy, bo był poprzedzony tym, że część osób się znała. Na przykład świetnie porozumiewałem się z ludźmi z innych krajów, bo razem tworzyliśmy taki wspólny ciąg myślenia. Zespół jest bardzo istotny i ten obraz naszego zespołu, który może być w różnym umiejscowieniu geograficznym, jest na pewno tym obrazem, do którego będę w pamięci wracał bardzo często. Naprawdę cieszę się, że mogłem z tymi ludźmi zdobyć tą górę.

 

 

 

Dziękuję za rozmowę.

 



Komentarze




darek 10-06-2013, 15:10
fajna rozmowa. bardzo ciekawa.
nie jestem zachwycony 19-04-2013, 10:16
Mnie osobiście dyrektorzy generalni Novision jakoś nie przekonują i dzięki nim nawet można wpasć w interenetowe pułapki bo mnie zwodzili i wcale nie pomogli tylko zaszkodzili. Może faktycznie jest tam kilka osób godnych do naśladowania i faktycznie potrafią oni doradzić jakie wybrać rozwiązania finansowe by wskoczyć w przyszłości na tory niezależności finansowej jednak są tez biznesmani którzy jakośbardziej mnie przekonali. Zobaczcie jakie są rankingi najbogatszych Polaków i zobaczcie jakie były ścieżki ich biznesowej kariery i może warto brać z nich przykład.



Dodaj komentarz




* Nick:
* Komentarz:

Copyright 2009 | Forum i opinie o Przedsiębiorczości.